• Wpisów:11
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:9 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 163 / 94 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No i nie poszłam do szkoły. Siedzę cały dzień w domu. No prawie cały. Bo rano byłam u lekarza. Zatoki. Jak ja kocham być chora. Naprawdę. Zwłaszcza wtedy, gdy staram się żeby mieć jak najmniej dwójek na świadectwie. Żeby się wkurzać o byle gówno, napiszę resztę spraw, które nie dają mi spokoju.
A więc... Czwarta sprawa. Katolicy, zaraz po narodzinach, są oddawani do chrztu świętego. W tym momencie stają się dziećmi Bożymi. Ale oprócz jednej pary rodziców, gdzieś tam w przestrzeni nazywanej "Niebem", i drugiej, która cie spłodziła, otrzymujesz też trzecią parę rodziców. Są to rodzice chrzestni. Bardzo fajnie jest mieć takich rodziców, bo gdy biologiczni nie mają czasu albo po prostu nie chcesz do nich iść, to idziesz do matki lub ojca chrzestnych. Odkąd pamiętam jestem dość blisko z moją mamą chrzestną. Gadamy często. Nawet na tematy, z którymi nie poszłam nigdy do rodzicielki czy kogokolwiek innego. Nie jest moją najlepszą przyjaciółką, ale ufam jej w taki sposób jak nikomu innemu. Chciałabym mieć takie relacje z ojcem chrzestnym,ale niestety ledwo co pamiętam jego twarz. Nie myślcie sobie, że on nie żyje czy coś. On po prostu ma mnie gdzieś. Od czterech lat nie widziałam go ani razu. A jeszcze lepiej, że ostatnie nasze spotkanie było tak krótkie, że w ogóle go nie pamiętam. Boli. Zwłaszcza, że ostatnio zaczęłam mieć koszmary z nim w roli głównej. Niedawno stwierdziłam, że M.B. jest dla mnie nikim. Nie znam go i powiem mu to przy najbliższej okazji. Nawet nie ukrywam, że chcę go spotkać. Głównie, dlatego że chcę na niego nakrzyczeć. I to porządnie. Nie będę go biła. Chcę tylko by poczuł się winny za to, że martwię się o niego chociaż on ma mnie gdzieś. Ale mam też ochotę rzucić się mu na szyję i przytulać do końca świata. Jestem dziwna.
Piąta sprawa. Uczucie pustki. Najgorsze co można czuć to właśnie nic nie czuć. Tak się czuję teraz. Teraz, kiedy napisałam do mojej dawnej "przyjaciółki", że nie chce jej w swoim życiu. Nie czuję nic i to mnie dziwi. Bo jednak przez cały ostatni rok czułam ból jak tylko ona się ode mnie odsówała. Ostatni rok... Ostatnie kilka lat a nie pieprzony rok. To był ból. Okropny ból. Łamał i rwał wszystkie wnętrzności. A teraz, kiedy chyba pozbyłam się i mojej kuzynki i jej "przyjaciółeczki" czuję.... Nic. Zwykłe, pierdolone nic. Myślałam, że przynajmniej będę się bać tej pustki ale nawet tego strachu nie czuję. Jestem wypruta ze wszelkich emocji. Ciekawa jestem jak dużo ludzi miewa takie coś. Czy da się zamienić tą pustkę w jakąkolwiek emocję? To mnie zabija. Powoli. Od środka. Po cichu. Na początku jest bez różnicy i nagle coraz mocniejsze ciosy zadaje. Masakra.
Kolejna sprawa (chyba szósta, ale nie jestem pewna). Jak bardzo jest coś ze mną nie tak? Rodzina zbyt często mnie wyśmiewa. Tracę wszystkich przyjaciół po kolei. Śpię coraz gorzej, coraz krócej. Wiele osób, które kiedyś były bardzo ważne w moim życiu, ma mnie teraz gdzieś. To jakiś koszmar. Jak ludzie wytrzymują?! A wiem, że wielu ma wiele więcej problemów niż ja. Tylko jak oni sobie z tym radzą? Czy oni wgl jakoś sobie radzą? To przerażające mieć takie problemy. I może się wam to wydać egoistyczne czy co tam ludzie wymyślają, ale pocieszam się myślą, iż niektórzy mają o wiele gorzej niż ja.

Koniec, bo nie wytrzymam. Idę spać. Dobranoc.
 

 
Miesiąc mnie tu nie było. Bardzo długo,a tyle się wydarzyło, że nie wiem od czego zacząć. No ale od czegoś muszę, bo inaczej wybuchnę.
To zacznijmy może od ocen. Miałam zagrożenie z języka rosyjskiego i poprawiłam jeden sprawdzian na 2. Nagle wychodzi mi dwójka na koniec. Jutro będę się starać o trójkę ale nie wiem czy się uda. Oby jednak tak. Trzymajcie kciuki.
Druga sprawa. Chłopcy. Do tej pory nie zaczynałam tematu moich "miłości, zauroczeń i upodobań" względem płci przeciwnej. Niestety, ale jestem już tak wkurzona na takiego jednego, że nie wytrzymam. Ten chłopak jest moim przyjacielem. Jak narazie jest jednym z dwójki ludzi mających tytuł "mojego przyjaciela" (chwilowo nie ważne). Ogółem to tak się złożyło, iż chyba się w nim zakochałam. Napisałam chyba, bo nie jestem pewna czy to jest właśnie miłość czy jeszcze nie. Wracając. Napisałam mu to (no bo kurde tak w twarz to ciężko powiedzieć biorąc pod uwagę liczbę osób, które codziennie są dookoła niego). Odpisał, że musi się zastanowić. I wiecie co zrobił? Przez ponad dwa tygodnie mnie olewał. Nawet pieprzonego "cześć" nie umiał mi odpowiedzieć. Unikał mnie jakbym była trędowata. Bolało jak nie wiem co. Nagle, któregoś dnia, tak zwyczajnie jakby nic się nigdy nie wydarzyło, podszedł do mnie przed lekcjami i przytulił mnie na przywitanie. Przez pierwsze sekundy stałam jak sparaliżowana. Nie wiedziałam co zrobić, ale w końcu oddałam uścisk. Od tamtej chwili wszystko było ładnie pięknie. Tylko, że nie nie mówił o tym co mu napisałam. Do tej pory milczy na ten temat. Teraz znowu się odsunął. Nie tak jak wcześniej, bo nadal jest blisko. Ale jednak za daleko. Czasami wydaje mi się, że jest zazdrosny, np. kiedy rozmawiam przy nim z dziewczynami o chłopakach czy coś takiego, ale równie dobrze może to być wytwór mojej pochrzanionej wyobraźni. Nie wiem już co myśleć o tym palancie.
Trzecia sprawa. "Przyjaciółki". A w szczególności jedna. Ona jest także moją o rok młodszą kuzynką. Chodzi do tej samej klasy co ja, bo poszła wcześniej do przedszkola. Znamy się już naprawdę kilka ładnych lat. Ona zna mnie jak nikt inny. Pewnie dlatego zrobiło mi się tak bardzo przykro, kiedy zaprzyjaźniła się z inną dziewczyną i spędzała z nią więcej czasu. Po kilku miesiącach nawet się do tego przyzwyczaiłam, ale to co zrobiła niedawno było jak cios prosto w serce. Pokłóciła się z tamtą dziewczyną. Nie pierwszy raz oczywiście, ale ta kłótnia była poważniejsza. Moja kuzynka aż przeprosiła mnie za to, że odsunęła się ode mnie dla niej. Miło mi się zrobiło i to bardzo. Myślałam, że będzie jak wcześniej. Że znowu będziemy tak blisko jak dawniej, kiedy potrafiła powiedzieć mi wszystko i zrozumieć mnie bez słów. Niestety, ale się myliłam. Jak głupia uwierzyłam w te przeprosiny. Następnego dnia, w szkole, płakała w łazience przez tą kłótnię. Tamta dziewczyna poszła za nią, a ja zaraz za nimi, w razie gdyby znowu miały zamiar się kłócić. Poszłam z tamtąd bo one się tylko przytulały i nawet nie zauważyły mojej obecności. Okazało się, że przez tą chwilę między zostawieniem ich samych a dzwonkiem na lekcję, one potrafiły wybaczyć sobie całą tą kłótnię. Wszystko ładnie pięknie, ale w końcu co do czego, moją dawna "przyjaciółka" podobno miała "bekę" podczas tej kłótni z tą dziewczyną, a co za tym idzie, również podczas gdy mnie przepraszała. (Cholera, znów przez to płaczę). Od tamtego dnia, aż po tą chwilę, ma mnie po prostu w d*pie. Ja nie będę jej błagać żeby wróciła. Prosiłam, żeby mnie nie zostawiała samej. Prosiłam o to, a ona nawet nie wie ile razy zostałam sama i jej potrzebowałam. Teraz też potrzebuję, ale nie będę jej mieć. Nie mogę jej mieć, bo to koniec "nas". Teraz jest tylko "ona" i tylko "ja". Nic więcej.
Wiem, że pewnie nigdy tego nie przeczytasz, ale pamiętaj, że cię kocham i myślę o tobie (jest 23:23 > ).
Pisać o innych sprawach? Może kiedy indziej. Za kilka dni może znowu coś tu napiszę. Do napisania!
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Cudowny dzionek, prawda? Rano wczesne wstanie. Później szkoła. Ubrałam się na czarno i taka duchota, że to masakra. Później wytrzymać te 40 minut w dusznym autobusie. Koszmar po prostu. W szkole wytrzymać te wszystkie życzenia urodzinowe, fałsz klasy, gdy śpiewali "Sto lat" i ten gorąc przez cały dzień. Teraz na szczęście się schłodziło.
Wiecie co poprawiło mi dziś tak szczerze humor? Były dwie takie rzeczy. Pierwsze to zdjęcia mojego najlepszego przyjaciela (i przy okazji chłopaka, w którym się zakochuje każdego dnia coraz mocniej od kilku lat) zrobione dziś na moim telefonie. Te zdjęcia są po prostu cudowne. Są tam też zdjęcia nasze wspólne. Najbardziej jednak podoba mi się takie słodkie z filtrem ze snapa z okularami.
Drugą rzeczą był spacer z moją siostrą cioteczną nad rzekę u nas we wsi - Sonę. Kochana dziewczyna zrobiła mi cudowne zdjęcia w rzecze. Ja też jej porobiłam kilka zdjęć. Dziś mam chyba jakiś dzień zdjęć czy coś w ten deseń.
Tak ogólnie to wiecie jakie bogate są dzisiaj moje posiłki? Śniadanie - kawa rozpuszczalna słodzona z mlekiem. Obiad - jakieś pięć cukierków. I teraz podwieczorek - trzy kawałki trzech różnych ciast. I anie trochę nie jestem głodna
 

 
Hejo hej... Tak troszeczkę inaczej dzisiaj, bo z lepszym nastrojem. Serio mam dziś lepszy humor, choć sama nie wiem czemu.
Moja starsza siostra jest właśnie gdzieś za granicą. Wyjechała zeszłej nocy. Jest z partnerem. On jest kierowcą tira i to jego ostatni wyjazd. Ta pokręcona wariatka jest taka szczęśliwa, że aż mi się to powoli udziela. Pomimo tych wszystkich kilometrów.
Druga strasza siostra wczoraj (co aż dziwne) zaproponowała mi rozejm. Z tą siostrą najczęściej się kłócę. Często nawet po kilku zdaniach zapominam powód naszej kłótni. Po prostu ona działa mi okropnie na nerwy. I tu proszę! Rozejm! A zasady rozejmu? Możemy nienawidzić się tak mocno jak to tylko możliwe. Możemy kłócić się, wyzywać, itp. Ale to tylko przy ludziach mieszkających z nami albo jak jesteśmy same. Przy gościach lub na gościach zero dokuczania i takie tam. A wiecie co ona jeszcze wymyśliła? Jeśli chciałaby pożyczyć ode mnie ładowarkę do telefonu przy gościach to żebym jej pożyczyła. Teraz moja jakże sprytna siostra będzie pożyczać ładowarkę za każdym razem jak będą goście.

Teraz nie rodzina... Teraz coś innego. Obejrzałam dziś cudowny film. Nazywa się "Belle". Opowiada o dziewczynie, mulatce, która została wychowana przez sędziego. Cała akcja dzieje się w dziewiętnastowiecznej Anglii. W tamtych czasach czarnoskórzy ludzie byli traktowani jak przedmioty. Główna bohaterka Dido (czyt. Dajdo) jest jedyną czarnoskórą arystokratką w Anglii. Jednak mimo swojego urodzenia i majątku przypisanego po śmierci jej ojca, dziewczyna nie ma łatwo i niektórzy widzą w niej tylko jej matkę, czyli niewolnicę.
Serdecznie polecam ten film każdemu. Ja na niektórych momentach miałam łzy w oczach. A nawet komentowałam prawie każde zdanie wypowiedziane przez grającego w tym filmie Toma Felton'a (Draco Malfoy z serii "Harry Potter".

Hmmm... To chyba wszystko a więc... Hejo hej i nara cześć!
 

 
Ludzie! Mam dość! Gdzie tu sprawiedliwość?! Powiedziałam mamie, że nie wychodzę dziś na dwór bo mi się nie chce. I wiecie co ona wymyśliła? Skoro nie idę na dwór to mam posprzątać kuchnię tak, żeby błyszczała. Chyba kurde brokatem ją posypię i będzie błyszczeć! No to jest debilizm! Jak tak można?! Jeszcze, że do 130 ma być posprzątane. Mam dość tej kobiety!
Teraz tak z innej beczki. Przedwczoraj przyjechała do nas moja siostra cioteczna. Przyjechała na dwie noce. Wiecie jaka ona jest wkurzająca? Jak jest że mną sama to potrafi normalnie ze mną gadać. Chociaż czy normalne jest to, że ona będąc ode mnie młodsza przeklina bardziej niż niejeden dorosły? Nie ważne. Ważne, że jednak gadamy tak na luzie, ale tylko jak jesteśmy same. Kiedy tylko w tym samym pomieszczeniu pojawi się moja strasza siostra to młoda zaczyna odrazu mnie obrażać. Wczoraj była taka sytuacja. Wyszłam wtedy z pokoju. Mogłam jej niby odpowiedzieć czymś równie nie miłym, ale wszystko by poszło na mnie (tak jak zwykle). Wolałam po prostu jej unikać. I chuk z tego, że ona przecież do mnie przyjechała. Zawsze tak jest, nie tylko z nią, ale z każdym kto przyjeżdża "do mnie". Ktokolwiek by to nie był i tak więcej czasu spędza z moją siostrą a nie ze mną. Zastanawiam się w czym ja jestem gorsza. A gdy już się tak zastanawiam, pojawia się taka myśl, że przecież my jesteśmy kompletnie inne. Z wyglądu może podobne, ale charakterem różnimy się jak lato i zima. Ona codziennie musi być pomalowana. Ja nawet nie wiem do czego służy jaki pędzelek. Ona całymi dniami może spać. Ja całymi dniami mogę jeść słodycze i pić mleko. Ona umie rozmawiać z ludźmi i przekonać ich do swoich racji. Ja umiem tylko uspokoić ludzi gdy są wkurzeni albo gdy płaczą. Nie umiem rozmawiać z moim gatunkiem. Z resztą...z żadnym gatunkiem nie umiem.
Jesteśmy kompletnie inne. Szkoda tylko, że dla niej ja nie powinnam w ogóle tu być. A według mnie? Przecież moje zdanie się nie liczy. Nigdy się nie liczyło. Nie w rozmowie z nią.

Ludzie ludziska! Koniec tego tematu bo się poryczę nad telefonem. Za niedługo moje urodziny! I wiecie co? Ani trochę ich nie chcę. Najgorsze uczucie? Kiedy śpiewają ci "Sto lat", każdy inną wersję i z takim fałszem, że można ogłuchnąć, a ty nie wiesz co ze sobą zrobić. Dlatego nic nie mówię o moich urodzinach. Pewnie i tak mało osób pamięta kiedy je mam. Ale mam nadzieję, że każdy zapomni. Chociaż w sumie... Moje jakże kochane przyjaciółki (wyczujcie ten sarkazm) zaczęły coś planować już w połowie marca. Aż strach pomyśleć co wymyśliły te psychopatki.

PS. Od kilku dni bolą mnie ręce. A dokładniej to tak jakby żyły. Od czego to może być? Nawet żadne przeciwbólowe nie pomagają. Wczoraj kurcze wzięłam 3 tabletki ibupromu Max (czy jak to się tam zwie). Nic nie pomogło. Bolało jeszcze bardziej. Teraz też mnie bolą. Pomocy!!!
  • awatar ♥♥♥Żona Niebieskookiego♥♥♥: no to ja przejmuję kuchnię(lubię zmywać)a ty bierz na klatę moją Mamę(mam 35 lat i swoją rodzinę) kuzynką się nie przejmuj się żyły to ze stresu bolą 3 maj się i życzę cierpliwości i tolerancji ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wiecie co? Boję się. O moje rodzeństwo.
Moja starsza planuje uciec z domu. Mój młodszy brat, kilka godzin temu, płakał przez mamę. Moja młodsza siostra została zwyzywana przez tą kobietę. Nie płakała nawet, bo jest za mała żeby zrozumieć te słowa. Ona nie ma jeszcze nawet sześciu lat. A mój brat? Prawie dziewięć lat, chodzi do szkoły i kurcze jak większość dzieci w tym wieku ma problemy z koncentracją. A jak się krzyczy na te dzieci to już kompletnie nie umieją się skupić. Wieczór też robi swoje, bo dzieciak jest zmęczony i chce mu się spać. I powiedzcie mi: czy to jest powód żeby nazywać dziecko "kurwą"?. Raczej nie.
No to teraz jeszcze ta starsza siostra. Ona planuje ucieczkę od dłuższego czasu. Boję się, że serio ucieknie. Jeśli ucieknie, to będę jej życzyła, aby tylko nie znaleźli jej tak szybko. Ewentualnie, żeby w ogóle jej nie znaleźli. Nie dlatego, że jej tu nie chcę (choć przyznam szczerze, że starałam się aby wyprowadziła się przed osiemnastką), ale dlatego, że ona by miała, delikatnie mówiąc, przejebane.
Nawet po świętach są kłótnie. Ani trochę nie można odpocząć. Zajebistą rodzinkę po prostu mam.
A tak z innej beczki - czy ktoś jeszcze przez całe święta był głównie na tabletkach przeciwbólowych? No cóż. Cały czas bolał mnie brzuch (kobiece sprawy) i od soboty boli mnie noga. Szykowałam się do kościoła, gdyż czytanie miałam i nie mogłam się spóźnić. Wybiegałam z pokoju do łazienki, umyć zęby. Nagle, nie wiem jakim cudem, walnęłam czterema palcami u lewej stopy w futrynę drzwi. Przez całą Mszę Świętą zwijałam się z bólu. Bolała mnie stopa, kostka i połowa kości piszczelowej. Później utykałam. A teraz stać nie mogę na palcach. Mam nadzieję, że nikt nie zauważy tego. Zaczną się martwić jakbym conajmniej umierała. Zresztą to nic poważnego. Lekki ból, przez który zaciskam zęby nawet we śnie. Skąd to wiem? Od soboty budzę się głównie z bólu szczęki i żuchwy. Ale to nic takiego>.
Rozpisałam się tu trochę. Dałam też kilka tematów. Gratuluję osobom, które czytając to nie zgubiły się.
PS. Czy ktokolwiek posiada taką starszą siostrę, która mówi tysiąc pięćset słów na minutę, zmienia co chwila temat, oczekuje, że coś zrozumiesz i gada o wszystkim tym co cię nie interesuje? Jeśli tak, to czy istnieje sposób, aby ona się zamknęła? Chodzi mi też o to, żeby nie było kłótni.
HELP ME
 

 
Święta. Nie ważne jakie. Ważne, że przed każdymi są ciągłe kłótnie. A finał świąt? Mija w sztucznie rodzinnej atmosferze. Przynajmniej w moim odczuciu. Każdy przecież przeżywa to inaczej. U mnie w domu jest cały czas jeden i ten sam schemat. Tydzień przed świętami to czas porządków, kłótni, zakupów. Trzy dni przed zaczynamy robić te wszystkie potrawy i tu też są kłótnie. Naprawdę ciężko w tym domu bez kłótni. A najśmieszniej jest jak po kłótni z mamą słyszysz jak ona się "spowiada", którejś z przyjaciółek.
Każda moja kłótnia z mamą wygląda tak, że ona krzyczy, a ja słucham lub czasem coś powiem i pilnuję jej ruchów. Ta kobieta jest nieprzewidywalna. Nie to żeby biła mnie albo moje rodzeństwo. Po prostu czasem ciężko ją ogarnąć. Zazwyczaj po takiej kłótni albo sprząta albo gada z przyjaciółką. Jak sprząta to wszystko automatycznie jej przeszkadza. Jak rozmawia z przyjaciółką to mówi takim milutkim i sztucznym głosem. I jak tak jej słuchasz podczas takiej rozmowy telefonicznej, a wiesz co się działo, na przykład 10 minut wcześniej, to będziesz rzygać lub się śmiać.
Dobra. Odeszłam od temat świąt. Ciekawe czy jest taka rodzina w Polsce, gdzie przed świętami nie ma ani jednej kłótni. Od kilku lat się tak zastanawiam. Chciałabym znaleźć się w takiej rodzinie. Chociaż z drugiej strony, te kłótnie stały się już taką naszą rodzinną tradycją. Ciężko jest rezygnować z tradycji. Ja z żadnej jeszcze nie zrezygnowałam. No oczywiście takiej, która ma sens oraz chociaż raz ją przeżyłam.
Jutro Wielki Piątek. Ogólnie nawet lubię ten dzień. Jest zupełnie inny niż każdy. Według mnie ten dzień ma taki jeden duży minus. Nie można dużo jeść. A ja kocham jeść! Ja potrafię zeżreć na obiad więcej niż mój tata w ciągu całego dnia. A on serio dużo je. Zwłaszcza słodyczy,ale to szczegół.
W Wielką Sobotę będę musiała czytać pierwsze z czytań. Makabra, bo jest ono najdłuższe. Jest to opis stworzenia świata. Wolałabym czytać, któreś czytanie pośrodku. Nie lubię być pierwsza czy ostatnia. Mam tylko nadzieję, że podejdę do Ambony w odpowiednim czasie. Boję się, że mi się to wszystko poplącze. Może dam radę.

PS. Powiem jak moja przyjaciółka - Szczęśliwego Nowego Roku i Smacznego Jajka!
 

 
Jak ja nienawidzę rozkazów, zakazów czy nakazów. Nazywajcie to jak sobie chcecie. Oczywiście tylko tych bezsensownych. A takich jest mnóstwo. Nie chodzi mi tu o prawo czy inne takie, ale o relacje międzyludzkie, jeśli mogę to tak nazwać.
Wkurzające jest to, że ludzie zawsze nami kierują. Nie jestem psem, żeby mi rozkazywać. Jestem wolnym człowiekiem, który owszem ma obowiązki, ale bez przesady! Jak ktoś mi powie "Chodź do mnie" to mam zaszczekać i iść posłusznie, bo jakiś nie kulturalny człowiek mi rozkazuje? I poruszyłam tu kwestię kultury nie bez powodu. Kulturalny człowiek powiedział by "Czy możesz do mnie przyjść, proszę?" albo coś w tym stylu. Podobno kultury się uczy od małego. Ja u większości poznanych mi ludzi nie zauważyłam tej kultury. Nie obrażam tutaj rodziców, ani mi się śni obrażać rodziców, że "nie umieją wychować dziecka" czy co innego można sobie pomyśleć. To ci ludzie bez kultury zapominają co to jest i, w najlepszym przypadku, przeszkadzają innym. W najgorszym mogą trafić za kratki.
Ale ludzie! Przecież innym się nie rozkazuje! Rozumiem, że można sobie trochę żartować czy coś, tyle tylko, że w wielu przypadkach to nie żarty. Jest przecież równouprawnienie czy jak to się tam zwie, a niektórzy myślą, że są lepsi od innych i mogą im rozkazywać.
Moim zdaniem, ludzie rozkazujący innym przedstawicielom naszego gatunku to zwierzęta, dzicz. Może i są "lepiej ustawieni w życiu", bogatsi, piękniejsi i ogólnie takie rzeczy, że się rzygać chce, ale wielu takich ludzi jest właśnie dziczą, bo nie mają kultury.
W obecnej chwili, przypominam sobie tylko jeden jedyny raz, gdy komuś na poważnie coś rozkazałam. Było to niedawno. Rozkazałam komuś bardzo mi ważnemu, żeby dał mi spokój. Będę musiała to jakoś odkręcić, gdyż posłuchał aż nadto. Zaczął zachowywać się jakbym nie istniała.
Dlatego ja nigdy nie jest na rozkazy innych. Bo inni oczekują od nas posłuszeństwa, jak od jakiegoś psa. Tylko, że ten pies zawsze może się zerwać z łańcucha i wykonać rozkaz trochę inaczej niż byśmy chcieli. Ja przez rozkazy straciłam przyjaciela. A przez rozkazy może się stać wiele różnych złych rzeczy. Mogą wyjść też dobre rzeczy, ale te rzadko się zdarzają.
 

 
"Jesteś panem/panią własnego losu." Debilistyczne stwierdzenie. Nikt nie kieruje swoim losem. Owszem można wybrać wymarzony kierunek studiów, zaplanować sobie jakąś wycieczkę czy coś takiego. Ale zawsze jest możliwość, że nic nie pójdzie po twojej myśli. Los może postawić cię przed faktem dokonanym, z którego nie będzie można się już wywinąć. Przecież mnóstwo ludzi za nas decyduje. Ja, na przykład, dowiedziałam się niedawno, że póki jestem nie pełnoletnia moja mama decyduje o mojej wierze. To ona decyduje czy ja wierzę w Boga czy nie. I ja nie mam nic do gadania.
Ludzie układają nam życie po swojemu. Nie tylko rodzina, ale i znajomi. Dlatego w każdym przypadku, moim zdaniem, bardziej pasuje stwierdzenie: "Wszyscy są władcami twojego losu, tylko nie ty sam".
Co wy na to żeby zacząć więcej samemu decydować? Ja zacznę. Tylko nie wiem kiedy. Zapewne, gdy będę miała odwagę powiedzieć wszystkim co o nich myślę. Ale zacznę układać życiorys sama sobie. Nikomu ni dam podejmować za mnie decyzji. Nawet tych najbłachszych. Tylko nie wiem czy inni dadzą mi decydować samej. Nie wiem czy ja dam radę sprzeciwstawić się tym wszystkim jednostkom chcącym planować mi jak mam żyć. Wiem, że się postaram i się nie poddam. Bo tylko gdy się poddam oni postarają się żebym była jak bezużyteczna marionetka w ich rękach, której zawsze mogą się pozbyć. Dlatego właśnie ja się starałam nie poddać. Staram się nie poddać. Będę starać się nie poddać.
  • awatar ♥♥♥Żona Niebieskookiego♥♥♥: szczerze to nie metryka świadczy o dorosłości można mieć 40-60 lat i nie być dojrzałym a co do Wiary to ja też do niedawna wierzyłam bo tak trzeba aż w końcu zrozumiałam że sama chcę życzę powodzenia w upartości
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Macie może tak, że każdy z "przyjaciół" czy znajomych próbuje wam wmówić iż jesteście tacy super fajni, mili, kochani i tak dalej? A w domu słyszycie żebyście starali się bardziej, żebyście nie byli tak beznadziejni? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiadomo komu wierzyć. Nie wiadomo kto mówi prawdę. Nie wiadomo nic. To mój taki pierwszy blog, który biorę serio na poważnie. Na poważnie, bo to będzie jedyne miejsce gdzie będę mówić o swoim życiu, o sobie. Tutaj będę egoistką, ale też będę sobą. Cały czas będę sobą. Nikim innym.
Zapraszam do czegoś co będzie pisane o czymś, ale i o nikim. Do czegoś pisanego prosto z serca.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›